poniedziałek, 24 grudnia 2012

Recenzja: Pierwoje Reshenie - Balsam nr 4 na kwiatowym propolisie

Na fali popularności rosyjskich kosmetyków naturalnych zdecydowałam się na zakup balsamu do włosów Pierwoje Reshenie na kwiatowym propolisie.

Pełna nazwa balsamu brzmi: Receptury Babci Afagii. Tradycyjny Syberyjski Balsam nr 4 Odżywka na kwiatowym propolisie. Objętość i splendor. *



Z nalepki dystrybutora na opakowaniu możemy się dowiedzieć, że 
"Przy produkcji balsamu według recepty nr 4 na kwiatowym propolisie uzupełniliśmy receptę babci Agafii organicznym woskiem z kwiatów, olejami z wiązówki błotnej i werbeny aby nadać włosom jeszcze większą objętość i puszystość. Balsam na kwiatowym propolisie daje włosom  gładkość, puszystość i lekkość w układaniu."**

Dalej nalepka głosi:
Działanie - Regeneruje i zapobiega wypadaniu włosów.
Przeznaczenie - Przeznaczony do  pielęgnacji każdego rodzaju włosów
Sposób użycia:
Nanieść balsam  na wilgotne czyste włosy rozprowadzić na całej długości, pozostawić od 1 do 2 minut, a następnie zmyć wodą. Nadaje się do codziennego użycia.

Skład: Aqua with infusions of: Pinus Palustris Wood Tar, Beeswax, Pollen Extract, Anthemis Nobilis Flower Oil, Rosa Centifolia Flower, Pollen Extract, Humulus Lupulus (Hops) Cone Tar, Mel, Jasminum Officinale Flower Wax, Spiraea Ulmaria Oil, Verbena Officinalis Oil,  Propolis Extract Milk, Cetearyl Alcohol, Cetyl Ether, Behentrimonium Chloride, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid.

Skład balsamu jest prosty (jeśli potraktujemy wodę z ekstraktami jako jeden składnik ;) ) i przyjazny włosom, nie zawiera silikonów. Nie będę się rozwodzić nad składnikami***, gdyż moim zdaniem nie ma sensu powielanie informacji, do tego za pomocą "kopiuj i wklej".

Balsam dostaniemy w kilku sklepach internetowych, w cenie od ok. 18 do 26zł.
Pojemność balsamu jest duża - 600ml, a jeśli chodzi o wydajność, to dla mnie jest wydajny, ale na moje krótkie włosy nie potrzebuję go dużo nakładać. Zresztą zbyt duża ilość balsamu, jak i zbyt długie pozostawienie na włosach (dłuższe niż zaleca producent) powoduje u mnie obciążenie włosów i szybsze przetłuszczanie.
Balsam jest rzadki, ale dzięki temu dobrze się rozprowadza. Jego zapach mnie urzekł - przypomina mi mój pierwszy w życiu dezodorant ;) Wyczuwam też miodową nutę.

Jeśli chodzi o efekty, to włosy są miękkie i jedwabiste, ładnie się kręcą, jeśli nie zostaną dokładnie rozczesane po myciu. Niestety zwykle muszę to robić, bo inaczej widać prześwity. Nie są natomiast szczególnie wygładzone. Balsam też nie niweluje plątania się końcówek, które ostatnio się u mnie pojawiło (na to niestety pomaga dokładne rozczesanie).
Połysk włosów zależy głównie od tego, czy wcześniej nakładałam na nie olej.
Balsamu używam również jako pierwszego O w OMO, tu niewiele mogę napisać, oprócz tego, że się sprawdza w tej roli i zmniejsza splątanie włosów po użyciu szamponu.

Jak wyglądają moje włosy po użyciu balsamu:
1. Na noc olej Hesh Shikakai, pierwsze O - odżywka Isana intensywnie pielęgnująca, M - szampon Alterra z papają i bambusem, drugie O - balsam P.R. Włosy uczesane głównie palcami, widać fajne loczki, prześwity widoczne głównie przy lampie błyskowej (pierwsze 3 zdjęcia). Na ostatnim zdjęciu widać połysk, co prawda w sztucznym świetle, ale bez lampy błyskowej.






2. Na noc olej z korzenia łopianu z nagietkiem i chmielem Evalar, mycie szamponem Alterra z papają i bambusem, balsam P.R. Włosy przeczesane głównie palcami, jeszcze bardziej skręcone, błyszczące i miękkie. Taki hobbit, tylko 3 razy rzadszy ;)




(Do zdjęć często się pochylam żeby było dobrze widać włosy, to może dziwnie wyglądać na zdjęciach.)

Czy kupię ponownie? Nie wiem, może kiedyś ;) Jest jeszcze kilka wersji tych balsamów i chciałabym ich spróbować, więc pewnie nieprędko do niego wrócę (a też jeszcze trochę czasu minie, zanim wykończę obecną butlę). Planuję w niedalekiej przyszłości szamponu z tej serii, na łopianowym propolisie, i mam nadzieję, że się sprawdzi :)



* tłumaczenie moje z rosyjskiego
** opis producenta, tłumaczenie z rosyjskiego za Bioarp.pl
*** Opis składników aktywnych i ich działania - znajdziemy na stronie dystrybutora Bioarp.
**** Opis produktu na stronie producenta -KLIK- (strona wyłącznie w języku rosyjskim)

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Żarówiaście: Lovely Color Mania nr 408

Lakier nabyłam w rossmanowskiej promocji 40%. Miałam nie kupować przez pewien czas nowych lakierów, ale promocja mnie skusiła. Specjalnie jednak wybrałam odcień oryginalny, po który normalnie pewnie bym nie sięgnęła. 



Nr 408 to kolor żywy i jaskrawy, w mojej ocenie duochrome, jednak z delikatnym shimmerem, a nie frostowy jak większość duochromów (? poprawcie mnie, jeśli się mylę).
W zależności od kąta padania światła jest pomidorowy (wyglądający kremowo) lub mocno różowy (shimmer). Największą jaskrawość uzyskuje w ostrym świetle sztucznym lub słońcu. Moim zdaniem jest to typowo letni odcień, dla mnie trochę za jasny i jaskrawy jak na zimę.

Lakier jest trochę za rzadki, szybko schnie. Na zdjęciach położone dwie warstwy - widać prześwitujące końcówki. Trwałość z topem dobra - ok. 3-4 dni. 


 Sheldon Cooper jako bonus :)


 prześwitujące końcówki...


 widoczny róż


 "pomidorek" :)


  "rush" ;)


Dostępność: drogerie Rossmann
Cena (standardowa): 5,19zł / pojemność: 9ml



wtorek, 11 grudnia 2012

Aktualizacja włosowa #1 - Grudzień 2012

Długo się wahałam nad dodawaniem tej notki, gdyż aktualizacje włosowe, które oglądam na blogach, pokazują piękne, długie włosy, a nie takie piórka z prześwitami jak moje...
Myślę, że jednak warto dodać ten post, gdyż pewnie są dziewczyny, które na głowie mają podobną ilość włosów co ja i myślą, że są same w blogosferze, wśród posiadaczek bujnych czupryn.

Włosy podcięłam pod koniec listopada (poprzedni raz były obcięte na krótko pod koniec lipca). Nie było to duże cięcie, gdyż chcę trochę zapuścić włosy - fryzjerka podcięła głównie tył i delikatnie grzywkę. 


Porównanie tyłu we wrześniu i obecnie:


Myślę, że włosy rosną mi dość szybko, ale szczerze powiedziawszy wolałabym, żeby ta "para" poszła w gęstość...

Włosy na zdjęciach są po ok. 4 godzinach od mycia - na noc na skórę głowy i długość położony olej Hesh Shikakai, rano OMO - Pierwoje Reshenie Balsam na kwiatowym propolisie, szampon Alterra z papają i bambusem, odżywka Isana Intensiv-Pflege Spülung. Włosy były lekko podsuszone pod koniec schnięcia suszarką z funkcją jonizacji.





Niestety, widać prześwity. Włosy po bokach miałam bardzo krótko ścięte i teraz chcę je zapuścić, żeby można było lepiej zamaskować skórę głowy. No i nie potrafię ułożyć włosów tak, żeby miały objętość z przodu głowy. Jestem natomiast zadowolona z połysku włosów - myślę, że to efekty olejowania. Ostatnio mam trochę przesuszoną grzywkę, podejrzewam, że winowajcą może być odżywka Isana - podobno często stosowana może przesuszać.

Powyższe zdjęcia były robione przy użyciu lampy błyskowej, mój "naturalny" kolor wygląda trochę inaczej. Cudzysłów dlatego, bo włosy były farbowane jakiś czas temu henną i nadal są rude, plus naturalne odrosty, co nie wygląda za ciekawie, ale chcę wrócić do naturalnego koloru i nie farbować aż do wiosny (jeśli wytrzymam ;) ). Tu zdjęcia bez lampy, gdzie udało mi się uchwycić bardziej realny kolor.



 
 
Czym aktualnie pielęgnuję włosy:
* szampony/do mycia - do oczyszczania Isana Glättungs Shampoo Szampon wygładzający włosy, Alterra z papają i bambusem, balsam do kąpieli Babydream Fur Mama
* odżywki/maski -  Isana Intensiv-Pflege Spülung Odżywka intensywnie pielegnująca, Pierwoje Reshenie Balsam nr 4 na kwiatowym propolisie, Bingo Spa maska Masło Shea i 5 Alg
* oleje - Hesh Ancient Formulae Shikakai, Evalar Olej z korzenia łopianu z nagietkiem i chmielem, olej rycynowy
*inne - sporadycznie malinowa Kąpiel odbudowująca włosy Marion, Hesh Kapoor Kachli (dodawany do maski Bingo)


Mój cel na najbliższe miesiące: zapuścić włosy przynajmniej do takiej długości jak na poniższym zdjęciu, żeby ułatwić im kręcenie się oraz dalsza walka z prześwitami z boku głowy.


 (październik 2009)


 
* Przepraszam, że zdjęcia są bez twarzy, ale jeszcze nie jestem gotowa i pewnie długo nie będę ;)

 

środa, 28 listopada 2012

Alternatywna czerń - lakier Essence Edward's Love

Chyba jedyne co mi się podoba w serii Twilight to scena w kinie z "New Moon" i limitki Essence ;) (jakkolwiek prezentowany lakier jest moim pierwszym zakupem z ww. limitek ;) )






"Edward's Love" to numerek cztery z limitowanej edycji "Breaking Down part 2". Jest to czerń z mnóstwem srebrnych drobinek, wśród których ukrywają się (tak, że nie widać ich na zdjęciach ;) ) jeszcze drobniejsze kolorowo mieniące się drobinki - holograficzne? Przez drobinki lakier nie prezentuje się aż tak mrocznie jak klasyczna czerń, bliżej mu do ciemnego popielu. 

O ile kolorystycznie lakier bardzo mi podszedł, to reszta pozostawia trochę do życzenia :( Jest gęsty, wręcz oblepia pędzelek - aplikacja jest trudna. Trwałość (z topem i podkładem) - 2 dni bez odprysków, moim zdaniem słabo. Zmywanie - ciężkie, ze względu na brokat, ale tego akurat mogłam się spodziewać ;) 

Czy warty zakupu - owszem, jeśli szukamy oryginalnego koloru. Ja jeszcze rozważam zakup fioletowego "Alice Had a Vison", ale mam już tak dużo fioletowych lakierów... ;)



 "Edek" w cieniu (2 foto w oryginalnym rozmiarze po kliknięciu :) )



"Edek" w słońcu




Cena: 8,99zł

Pojemność: 10ml
Dostępność: Drogerie Natura



sobota, 24 listopada 2012

Herbacianie: King's Crown Magie des Orients vs. Indischer Tanz

 W Rossmannie znajdziemy całkiem niezły wybór herbat marki King's Crown. Oprócz "klasycznych" owocowych herbat w ofercie są też oryginalne herbatki z mieszanek ziół i przypraw. Ja zwróciłam uwagę na te orientalne - moim pierwszym wyborem była Ayurvedischer Tee - Magie des Orients. Wrażenia miałam pozytywne, ale wróciłam do niej dopiero po dłuższym czasie. 
Jakiś czas temu, kiedy była promocja na herbaty w Rossmannie, zauważyłam bardzo podobną herbatę - Chai Tee - Indisher Tanz. Myślałam, że jest to nowa wersja orientalnej herbatki, zwłaszcza że na półce było tylko jedno wymęczone opakowanie Magie des Orients. Skład był trochę zmodyfikowany, postanowiłam spróbować. Ostatnio okazało się jednak, że obie herbaty są w stałej ofercie, więc zakupiłam też MdO i mogę porównać obie herbatki :)




  
Skład:
Ayurvedischer Tee - Magie des Orients
koper włoski, anyż, cynamon, imbir, liście jeżyny, kardamon, gałka muszkatołowa, goździki, korzeń lukrecji, skórka pomarańczowa, pieprz, wanilia

Chai Tee - Indisher Tanz
czarna herbata, imbir, lukrecja, cynamon, pieprz, słodkie liście jeżyn, ziele angielskie, kardamon, goździki

Przyrządzanie:
Ayurvedischer Tee - Magie des Orients
zalać wrzątkiem, parzyć 5-7 min

Chai Tee - Indisher Tanz
zalać lekko przestygniętą świeżo zagotowaną wodą, zaparzać 5-7 min., można podawać z mlekiem, miodem lub cukrem kandyzowanym


Obie herbaty mają podobne opakowanie - pomarańczowe z zielonymi akcentami, z orientalnym motywem (plus sylwetka Taj Mahal w tle). Indisher Tanz ma trochę większą gramaturę - 25 torebek po 2 gramy, MdO - 25 torebek po 1,75 g. Jak w przypadku pozostałych herbat King's Crown torebki są pakowane osobno w papierowe saszetki. 
Cena: 4,49zł, w promocji ok. 3,5zł.
 

Indisher Tanz po zaparzeniu ma bursztynowy, lekko żółty kolor. W smaku jest dość ostra, zapewne dzięki pieprzowi, który jest wysoko w składzie. Nie piłam jej ani z mlekiem, ani z cukrem, jak polecano na opakowaniu. 
Magie des Orients ma bogatszy skład, wyłącznie ziołowo-przyprawowy, bez "prawdziwej" herbaty (jak w IT). Po zaparzeniu ma jasny, żółtawy kolor, mocno czuć ją anyżkiem. Jest słodsza w smaku, mniej ostra.

Mnie obie herbaty przypadły do gustu - myślę, że po Indisher Tanz będę sięgać jak poczuję potrzebę ostrego napoju, a po Magie des Orients kiedy zechcę się zrelaksować.


niedziela, 11 listopada 2012

Trochę blasku - Eveline Holografic Shine nr 407

Dzisiaj prezentuję pierwszy z moich trzech holograficznych lakierów Eveline - nr 407 (posiadam jeszcze 411 i 415). Jest to trudny do określenia kolor - w sieci znalazłam już kilka opisów i żaden mi nie pasuje ;) Dla mnie zależnie od odcienia  jest to brąz złamany różem, chłodny róż złamany brązem ;), delikatna miedź wpadająca w beż.
W każdym razie jest to kolor pasujący do jesiennego krajobrazu i aury.

Dopiero na zdjęciach zobaczyłam, że można było położyć trzecią warstwę dla lepszego krycia. Lakier nie jest aż tak błyszczący - na wierzchu top Sally Hansen. Bardzo cenię w tej serii to, że nie widać smug ;) Plus oczywiście te fantastyczne drobinki. Trwałość mogłaby być lepsza - lakier bez odprysków wytrzymuje może 2 dni. Mimo to go polecam, bo odcienie są ładne, a za 10zł możemy mieć aż trzy buteleczki :)



 w słońcu



 w cieniu


w słońcu / w cieniu

sobota, 10 listopada 2012

Odkrycie: Olejem przeciwko lakierowi do włosów ;)

Taki krótki post ;)
Zawsze miałam problem za lakierami do włosów - nawet najmniejsza ilość lakieru powodowała tragiczne zlepienie włosów i problematyczne zmycie. Dlatego wpadł mi do głowy szalony (?) pomysł - nałożenie na noc oleju na fryzurę potraktowaną lakierem. Lakieru użyłam naprawdę mało i głównie z przodu, na grzywkę. Do tego zwykłe umycie włosów odpadało, gdyż było to po imprezie w nocy, a moje włosy umyte wieczorem rano nie chcą niestety dobrze wyglądać. 
Użyłam Amli Gold, nakładałam również na skórę głowy, gdyż ta była w zasadzie nietknięta lakierem i względnie oczyszczona po poprzednim myciu. Rano okazało się, że olej zemulgował czy też rozpuścił lakier - nie miałam żadnych problemów z myciem włosów, zero zlepienia czy splątania. Po umyciu włosy były takie jak zawsze. 

Nie wiem czy to bezpieczna metoda radzenia sobie z lakierem, ale moim włosom jednorazowo nie zaszkodziła.

środa, 7 listopada 2012

Odrobina energii na jesienne dni - Pearl Fashion nr 22 Shanghaired

W pochmurne dni, kiedy mało jest słońca, energetyzująco działają na mnie żywe kolory lakierów do paznokci :) Wybieram więc często czerwone odcienie. Prezentowana czerwień to kolejny z mojej kolekcji lakier Pearl Fashion, odcień nr 22 - Shanghaired (pisane razem ;)). Jak pozostałe moje lakiery tej marki ma złotawy shimmer widoczny w słońcu. 
Zastanawiam się, czy ten odcień ma być jakimś odpowiednikiem Shanghai Red marki Chanel (również czerwień z shimmerem) - jednak ten lakier widziałam tylko na swatchach i odcień wydaje się w innym tonie.

Lakier jest wygodny w aplikacji, do krycia wystarczą dwie warstwy. Jednak po siedmiu miesiącach zaczął nieznacznie gęstnieć - wg moich obserwacji czerwone lakiery gęstnieją najszybciej :(
Trwałość ok. 4 dni, jeśli nie moczę nadmiernie rąk ;)

Obecnie dostępny w sklepie internetowym http://looksus.kielce.pl w cenie 2,98zł.


   w słońcu

 w cieniu



 w cieniu / w słońcu



w cieniu / w słońcu (na buteleczce widać odkładający się złoty shimmer)





poniedziałek, 5 listopada 2012

Na ratunek paznokciom: Lovely - Serum wzmacniające z wapniem i wit. C

Niedawno zauważyłam, że moje paznokcie są w okropnym stanie. Łuszcząca się płytka, rozdwajające się brzegi... Maluję paznokcie 1-2 razy w tygodniu, staram się używać lakierów podkładowych, zmywacz obowiązkowo bezacetonowy, 1-2 w tygodniu bez lakieru. A mimo to "tragedia". Postanowiłam odstawić na jakiś czas lakiery (co dla mnie jako lakieromaniaczki było ciężkie) i regularnie używać jakiejś odżywki. Postawiłam na polecane przez wiele blogerek i "Wizażanek" serum wzmacniające Lovely.
Serum stosowałam przez 15 dni, nakładając na paznokcie 1-4 razy dziennie. 



Opis z opakowania: "Serum wzmacniające z wapniem i wit. C. Zawiera kompleks z wyciągów z wiśni egzotycznej z zachodnich Indii i wapnia zamkniętych w kapsułkach liposomów. Wiśnia egzotyczna jest bogatym źródłem wit. C, A i F, które stymuluje regenerację komórek i syntezę kolagenu.


Moje wrażenia:
Serum ma wygodne opakowanie, jest bardzo wydajne (na zdjęciu ilość produktu po 15-dniowej kuracji). Zapach jest neutralny, przypomina mi jakąś dawno używaną przeze mnie odżywkę do paznokci lub rzęs. Na początku stosowania zauważyłam szybszy przyrost skórek i paznokci. 


 (zdjęcia w drugim dniu kuracji, powiększenie po kliknięciu)


Niestety popełniłam błąd - nie obcięłam wszystkich rozdwojonych brzegów paznokci. Nie chciałam tego robić, bo musiałabym niektóre paznokcie poobcinać aż do "ciała" - jednak nie warto być próżną... Kilka paznokci w trakcie kuracji mi się połamało i musiałam i tak je obciąć całkowicie na krótko.


(zdjęcia w 10 dniu kuracji, powiększenie po kliknięciu)

Zauważyłam, że serum faktycznie niweluje rozdwajanie się i łuszczenie płytki. Nie do końca byłam zadowolona z wyglądu skórek - wydawały się przesuszone.
Na niekorzyść działania wpływ miał też fakt, że mam zwyczaj podgryzania niepomalowanych paznokci. Dlatego paradoksalnie najszybciej mi rosną, kiedy są pomalowane lakierem.

(zdjęcia w 15 dniu kuracji, powiększenie po kliknięciu)


Płytka stała się ładniejsza, jaśniejsza. Jednak dłuższy czas bez lakieru równałby się obgryzaniu czyli niszczeniu paznokci. Po 15 dniach z ulgą pomalowałam paznokcie i liczę na szybszy wzrost. Serum mam zamiar używać w przerwach pomiędzy lakierowaniem, nie wykluczam jeszcze dłuższych kuracji w przyszłości, ale takich maksymalnie tygodniowych ;)



Skład (za KWC Wizaż http://wizaz.pl/kosmetyki/):
Aqua, Glycerin, Phenoxyethanol, Propylene Glycol, Carbomer, Diazolidynyl Urea, Potassium Sorbate, Potassium Hydroxide, Methyl Paraben, Propyl Paraben, Calcium Pantothenate, Malpighia Puncifolia

Pojemnosć 11ml, dostępność - wyłącznie drogerie Rossmann. Cena - ok. 7zł.


 
*Niestety mój aparat to wysłużony kompakt 6mpx i nie umiem nim zrobić dobrych zdjęć z bliska :( Proszę o wyrozumiałość ;)

wtorek, 23 października 2012

Recenzja: Dulgon Kids Schwups-Schwaps Schaum-Traum - szampon o zapachu morelowym

Jednym z elementów pielęgnacji włosów kręconych jest mycie szamponem nie zawierającym SLS/SLES. Niestety dla włosomaniaczek, nie jest to duża część polskiego rynku szamponów - wręcz przeciwnie, znikoma w porównaniu z ofertą szamponów z ww. detergentami.

Największy wybór łagodnych szamponów znajdziemy wśród tych przeznaczonych dla dzieci. Recenzowany szampon znalazłam właśnie w dziale dziecięcym. Trochę się wahałam, ze względu na to, że parę lat temu miałam wersję kokosową i podrażniła mi skórę głowy, ale morelowa ma trochę inny skład i dałam jej szansę.




Oprócz składu do kupna zachęca "bajkowe" opakowanie i słodki morelowy zapach.
Dystrybutor obiecuje: "Delikatna formuła łagodnie myje włosy nadając im jedwabisty połysk, miękkość i gładkość. Ułatwia rozczesywanie włosów, nie podrażnia." Szampon polecany jest od trzeciego roku życia.

Niestety ja się zawiodłam - po pierwszym użyciu i na początku stosowania czułam świąd skóry głowy. Po pewnym czasie był mniej odczuwalny, ale był :( Szampon jest bardzo delikatny, czasem musiałam myć włosy dwa razy, aby były dobrze umyte. Do tego włosy krócej były świeże, po paru godzinach czasem były oklapnięte i wyglądały na przetłuszczone.
Plusem jest faktyczne łatwiejsze rozczesywanie włosów. Jeśli chodzi o "połysk, miękkość i gładkość", to pod tym względem nic się nie zmieniło - myślę że te cechy zawdzięczam regularnemu olejowaniu, szampon w każdym razie nic nie zmienił na gorsze.

Wydajność jest średnia (ze względu na podwójne mycie), konsystencja żelowa, dla mnie w sam raz; opakowanie ładne, ale tylko częściowo funkcjonalne (wytłoczone "bąbelki" zapewniają lepszy uchwyt np. pod prysznicem, ale zatyczka uniemożliwia postawienie butelki do góry nogami kiedy produkt się kończy).

Podsumowując: szampon dobry dla dzieci, które nie mają skłonności do podrażnień. Ja wróciłam do Alterry ;)


Skład: Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, Sodium Chloride, Polyquatrenium-7, Glyceryl Oleate, Citric Acid, Coco Glucoside, Disodium Cocoyl Glutamate, Benzyl Alcohol, Phenoxyethanol, Parfum, Potassium Sorbate, Polyquatrenium-44, Limonene, Hexyl Cinnamal, Linalool, Geraniol


pojemność: 250ml, cena: 6-7zł

Dostępność: hipermarket Real, Drogerie Natura, Smyk, www.doz.pl


sobota, 6 października 2012

Jesienny fiolecik - lakier Pearl Fashion nr 18 Purple Passion

Dużą część mojej lakierowej kolekcji stanowią fiolety - obecnie wybieram odcienie bardziej żywe i ciepłe niż kiedyś, ale jestem wierna fioletom od ok. 12 lat ;)

Prezentowany lakier to Pearl Fashion, odcień nr 18 - Purple Passion. Marka brytyjska, raczej mało popularna w Polsce. Lakier zakupiłam na Allegro u użytkownika looksus_kielce przy okazji innych zakupów, w okazyjnej cenie 1,99zł. 

Jest to żywy odcień purpury ze złotawym shimmerem. Dla mnie idealny na jesień :)
Na zdjęciach lakier jest "saute", bez podkładu, ani topu. Dopiero trzy warstwy zapełniły krycie, a i tak widzę prześwitujące końcówki. Jest bardzo rzadki, być może krycie się poprawi jak trochę zgęstnieje. Trwałość - ok. 3 dni, pod warunkiem, że prace domowe wykonuję w rękawicach i nie biorę długiej ciepłej kąpieli ;) 
Mam jeszcze dwa inne odcienie i są one lepsze w aplikacji oraz bardziej trwałe.

Na stronie producenta można znaleźć te lakiery w innych buteleczkach.
http://pearlfashionuk.com/

Na mojej buteleczce nie ma podanej pojemności, za to jest skład ;) Looksus_kielce podaje, że pojemność to 8ml. Na Allegro obecnie brak tych lakierów, za to w sklepie internetowym sprzedawcy znajdziemy wybór różów i czerwieni.
http://looksus.kielce.pl/pearl-m-23.html

W tak niskiej cenie naprawdę polecam :)




       w słońcu





w cieniu




w słońcu / w cieniu




pozdrawiam Lakieromaniaczki :)

środa, 3 października 2012

Perełka z Lidla - delikatny żel do mycia twarzy Cien

Żel zakupiłam jako zamiennik biedronkowego żelu micelarnego BeBeauty, ze względu na brak SLES i nie zawiodłam się. 
Producent nie obiecuje zbyt wiele, opakowanie jest również ubogie w informacje. Z etykiety w języku angielskim możemy dowiedzieć się, że żel jest delikatny, przeznaczony do mycia twarzy, do skóry normalnej i mieszanej. Hasło "Moisturising Aquarich" nic mi natomiast nie mówi - czyżby był to jakiś specjalny kompleks nawilżający? 
Z tyłu opakowania znajdujemy krótką informację: "Delikatny żel do mycia. Delikatny i przyjazny dla skóry, nadaje się do codziennego stosowania. Zastosowanie: Nakładać codziennie rano i wieczorem na wilgotną twarz szyję i dekolt. Po umyciu spłukać żel ciepłą wodą."

Jak więc same widzicie, nie ma żadnych cudownych obietnic - tylko tyle, że produkt ma być delikatny dla skóry. Moim zdaniem działanie zgodne jest z opisem, żel nie podrażnia skóry. Poza tym miałam po nim miłą w dotyku cerę, szczególnie na początku stosowania. Nie wysusza - dopiero po jakimś czasie zaczęłam odczuwać ściągnięcie w okolicach nosa czy czoła, czyli w miejscach, które zwykle mam przesuszone, zwykłe użycie kremu to niwelowało. Nie wiem jak sobie radzi ze zmywaniem makijażu (parę razy zmywałam nim skórę potraktowaną odrobiną podkładu mineralnego EDM i bez problemu sobie z tym radził, ale nie uznałabym tego za standardowy makijaż ;)), jednak nie jest to produkt do tego przeznaczony.
Żel jest przezroczysty, niebieskawy, dość gęsty, o świeżym, jakby mineralnym zapachu. Bardzo wydajny, tubę zużyłam w około 3 miesiące codziennego stosowania. Opakowanie jest wygodne i estetyczne. A cena bardzo atrakcyjna - ok. 5zł za 150ml :) Dostępny wyłącznie w sklepach Lidl.





Skład: Aqua, Decyl Glucoside, Sodium Cocoamphoacetate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Propylene Glycol, Phenoxyethanol, Parfum, Salicylic Acid, Sodium Benzotriazolyl Butylphenol Sulfonate, Trisodium Ethylendiamine Disuccinate, Potassium Sorbate, CI 16035, CI 42090

Polecam posiadaczkom wrażliwej cery i unikającym SLS-ów :)

sobota, 15 września 2012

Czerwono-bordowe paznokcie :) czyli kiedy nie mogę się zdecydować... ;)

Mój pierwszy post lakierowy :) Pewnego dnia nie mogłam się zdecydować, jakiego lakieru użyć i ostatecznie użyłam kilku branych pod uwagę ;) Czerwienie i bordo to kolory, których najczęściej używam, dołożyłam jeszcze czerń, którą często malowałam paznokcie parę lat temu. Kolorystyka nie jest letnia, ale ciemnymi odcieniami maluję pazurki cały okrągły rok ;)
Niestety mam tylko jedno zdjęcie, wykonane w cieniu, w świetle dziennym. Lakiery na kciuku i wskazującym są zbyt do siebie podobne, niestety nie miałam w danym momencie jaśniejszej czerwieni pasującej odcieniem.








Lakiery, których użyłam: (od lewej) 
Golden Rose Classics Mini nr 143 - kremowa czerwień - zmieszany z Viperą Jumpy nr 155 - malinowa czerwień z brokatem (mało widoczny na zdjęciu)
Ados Extra Long Lasting nr 576 - ciemna czerwień ze złotym nieznacznym shimmerem
Golden Rose Classics Mini nr 144 - bordo z shimmerem złoto-srebrno-czerwonym ;)
Golden Rose Sweet Color nr 31 - kremowe bardzo ciemne bordo, takie "wampiryczne" z akcentem fioletu
Golden Rose Classics Mini nr 172 - kremowa błyszcząca czerń





Taki manicure bardzo mi się podobał, planuję jeszcze podobny, tylko w kolorystyce granatowo-stalowej :)


Pozdrawiam wszystkie lakieromaniaczki ;)

sobota, 8 września 2012

Maska Gloria z miodem - efekty. Szybka notka bez zdjęć ;)

Miód jest polecany jako naturalna odżywka do włosów, "włosomaniaczki" używają go m.in. do tuningowania masek. Postanowiłam ostatnio wypróbować tą metodę ;)


Wykonanie ;)
Do porcji maski Gloria dodałam niecałą łyżeczkę miodu - było to "drugie O" w OMO (Joanna Naturia z makiem i bawełną, oczyszczający szampon z SLES). Maskę nałożyłam na włosy - trochę kiepsko się nakładało, ponieważ miód był nieco skrystalizowany; następnie nałożyłam na włosy torebkę "foliówkę" i na to ręcznik.
Maskę trzymałam na włosach ok. 35 minut. Początkowo czułam swędzenie z tyłu głowy, które później ustąpiło. Po spłukaniu i odciśnięciu włosów w ręczniku, włosy przeczesałam palcami i pozwoliłam im swobodnie schnąć.

Efekt
Po wyschnięciu włosy były mięciutkie i jedwabiste. Skręciły się w loczki i to mnie pozytywnie zaskoczyło :) Po spojrzeniu w lustro entuzjazm opadł - efekt wizualny był fatalny. Skręcone włosy obnażyły bezlitośnie skórę głowy, również z tyłu - bez rozczesania włosów i zakrycia prześwitów nie byłoby mowy o "wyjściu do ludzi". Ponieważ włosy myłam po południu, trudno mi ocenić czy i na ile zostały obciążone.

Wnioski ;)
Miód robi moim włoskom dobrze :) Jednak nie bardzo nadaje się do stosowania wtedy, gdy zależy mi na bezproblemowo ułożonych włosach. Myślę, że spróbuję dodawać miód jeszcze do innych odżywek lub masek i zobaczę, czy będzie lepszy efekt wizualny :)


Pozdrawiam :)




ps. Użyty miód jest "pewny", od sąsiada pszczelarza ;)

wtorek, 4 września 2012

Recenzja: Evalar - Olej z korzenia łopianu z propolisem + OMO

W poprzedniej notce wspominałam o tym, że od lutego tego roku stosuję olejowanie. Jakiś czas temu zauważyłam wzmożone wypadanie włosów i postanowiłam ograniczyć oleje na parafinie. Szukałam jakiegoś taniego olejku z naturalnym składem (wykluczyłam kokosową Vatikę do częstego stosowania, gdyż puszy mi włosy) i wybór padł na olej z korzenia łopianu z propolisem rosyjskiej firmy Evalar



Niestety na opakowaniu informacje i skład zamieszczono wyłącznie w języku rosyjskim, dlatego zamieszczam przetłumaczone przeze mnie informacje z angielskiej wersji strony producenta.


"Olej łopianowy wzbogacony propolisem jest szczególnie polecany do włosów suchych i zniszczonych.

Składniki:
Olej łopianowy, propolis, oliwa z oliwek

Właściwości:
Ekstrakt propolisu zawiera olejki eteryczne, wosk pszczeli, balsamy, żywice, prowitaminy, witaminy B1, B2, E, C i P. Propolis przyczynia się do przywrócenia wzrostu włosów, szybkiego gojenia się drobnych ran i zadrapań. Długie stosowanie propolisu prowadzi do wybitnych rezultatów.

Kompleks żywic roślinnych i olejów tłuszczowych zawartych w propolisie (dodanym do oleju łopianowego) odżywia korzenie włosów i zmiękcza skórę głowy. Olejki eteryczne propolisu mają działanie bakteriobójcze. Powierzchnia włosa będzie powleczona przez wosk pszczeli na całej jego długości. Wosk pszczeli zachowuje się jak odżywka, zwiększając mechaniczną wytrzymałość włosów od nasady po ich końce. 

Olej Łopianowy z Propolisem zapobiega kruchości suchych i zniszczonych włosów, czyniąc je miękkimi i jedwabistymi, chroni przed wpływem czynników atmosferycznych, zapewnia dodatkowe odżywianie skórze głowy, redukuje swędzenie spowodowane suchością skóry.

Zalecane wskazania:
-         Do zapobiegania kruchości i suchości włosów
-         Do odżywiania i zmiękczania skóry głowy
-         Do pielęgnacji zniszczonych włosów

Wskazówki:
Nałóż ciepły olej na włosy i skórę głowy, delikatnie masuj przez 15 minut (unikaj szybkich i intensywnych ruchów, gdyż może to spowodować łamanie lub wyrywanie włosów), następnie rozprowadź olej na całej długości włosów. Pozostaw na godzinę, następnie umyj głowę delikatnym szamponem. Powtarzaj procedurę dwa razy w tygodniu. Wykonaj 10 procedur, następnie możesz zrobić 2 tygodnie przerwy i powtórzyć cykl."

Na stronie dowiadujemy się także, że dostępne pojemności opakowania to 100 i 130ml. Ja spotkałam się tylko z wersją 100ml. Produkt przydatny jest dwa lata od daty produkcji.


Olejek bardzo przypadł mi do gustu. Przyjemny zapach - kojarzy mi się z drożdżowym ciastem, łatwa aplikacja. Pod tymi względami przypomina mi Vatikę kokosową. Jest dość tłusty, przezroczysty, ma żółtawy kolor.
Stosuję go jednak inaczej, niż zaleca producent: nakładam olejek na całą noc, 2-4 razy w tygodniu. Boję się podgrzewać go tak jak Vatikę, wkładając buteleczkę bezpośrednio do bardzo ciepłej/gorącej wody - najpierw wkładam butelkę do woreczka foliowego, w wodzie trzymam nie dłużej niż 5 minut. 
Nakładałam go również na zimno, jednak podgrzany jest przyjemniejszy w aplikacji ;) Olejek nakładałam solo, jak również zmieszany z Vatiką kokosową lub Amlą Dabur- jednak najlepsza jest wersja bez dodatków.
Zmywałam go najczęściej szamponem Alterra z morelą i pszenicą, potem nakładałam odżywkę Joanny z makiem i bawełną, stosowaną przeze mnie jako d/s. Tym szamponem olej zmywał się bezproblemowo, problemy miałam przy myciu balsamem BDFM.
Dla moich krótkich włosów olej jest wydajny - użyłam go ok. 10 razy, a zostało mi w buteleczce jeszcze trochę. Nie jestem minimalistką jeśli chodzi o oleje ;) - używam ok. 2 łyżeczki 5ml olejku, wylewam bezpośrednio na dłoń.

Efekty:
Oleje z korzenia łopianu stosuje się głównie do włosów wypadających i osłabionych. Liczyłam na zahamowanie wypadania, poprawę kondycji włosów. Wypadanie trochę się zmniejszyło, poza tym nie widzę szczególnych efektów. Wiadomo, że tego typu produkty należy stosować regularnie przez parę miesięcy. Do tego wcześniej używałam innych olejków i nie miałam bardzo zaniedbanych włosów ;)
Efekt po nakładaniu na noc, umyciu i użyciu odżywki - włosy nie są obciążone, lśnienie mniejsze niż po Amli Dabur, czasem lekkie puszenie, ale mniejsze niż po Vatice.

Mam ochotę wypróbować inne wersje tego olejku, głównie z nagietkiem i drzewem herbacianym.

Olejek dostępny jest na Allegro i w kilku zielarskich sklepach internetowych, w cenie ok. 13zł za 100ml.



Wczorajsze OMO:
Na noc olejek Evalar, pierwsze O - Joanna Naturia z makiem i bawełną, M - brzoskwiniowy szampon Dulgon Kids (bez SLS/SLES), drugie O - maska Gloria (nałożona na ok. 3 minuty).

Rezultaty na zdjęciach (Włosy uczesane grzebieniem - dlatego się nie kręcą, trochę przeczesane palcami z tyłu, wydaje mi się, że z przodu trochę się spuszyły. Z boku widoczne prześwity. Drugie zdjęcie zrobione przy użyciu lampy błyskowej - włosy wyglądają jak tłuste :( ):