sobota, 8 września 2012

Maska Gloria z miodem - efekty. Szybka notka bez zdjęć ;)

Miód jest polecany jako naturalna odżywka do włosów, "włosomaniaczki" używają go m.in. do tuningowania masek. Postanowiłam ostatnio wypróbować tą metodę ;)


Wykonanie ;)
Do porcji maski Gloria dodałam niecałą łyżeczkę miodu - było to "drugie O" w OMO (Joanna Naturia z makiem i bawełną, oczyszczający szampon z SLES). Maskę nałożyłam na włosy - trochę kiepsko się nakładało, ponieważ miód był nieco skrystalizowany; następnie nałożyłam na włosy torebkę "foliówkę" i na to ręcznik.
Maskę trzymałam na włosach ok. 35 minut. Początkowo czułam swędzenie z tyłu głowy, które później ustąpiło. Po spłukaniu i odciśnięciu włosów w ręczniku, włosy przeczesałam palcami i pozwoliłam im swobodnie schnąć.

Efekt
Po wyschnięciu włosy były mięciutkie i jedwabiste. Skręciły się w loczki i to mnie pozytywnie zaskoczyło :) Po spojrzeniu w lustro entuzjazm opadł - efekt wizualny był fatalny. Skręcone włosy obnażyły bezlitośnie skórę głowy, również z tyłu - bez rozczesania włosów i zakrycia prześwitów nie byłoby mowy o "wyjściu do ludzi". Ponieważ włosy myłam po południu, trudno mi ocenić czy i na ile zostały obciążone.

Wnioski ;)
Miód robi moim włoskom dobrze :) Jednak nie bardzo nadaje się do stosowania wtedy, gdy zależy mi na bezproblemowo ułożonych włosach. Myślę, że spróbuję dodawać miód jeszcze do innych odżywek lub masek i zobaczę, czy będzie lepszy efekt wizualny :)


Pozdrawiam :)




ps. Użyty miód jest "pewny", od sąsiada pszczelarza ;)

1 komentarz:

  1. Dużo słyszałam o masce Gloria, jednak jeszcze jej nie używałam. Na razie w planach na dalsze miesiące ją uwzględniam :)

    OdpowiedzUsuń